Zakliczyński Anioł Dobroci s. M. Otylia Sacha CSSJ (1911-1995)
Powoli, delikatnie oczyszcza twarz chorej. Robi to w skupieniu, ostrożnie, by sprawić jak najmniej bólu. Po zrobieniu opatrunku, nakarmieniu mówi dobre słowo i wychodzi. W drodze spotyka małą Stasię, która pyta: „Znowu Siostra tam była?”. „A byłam” – mówi z uśmiechem. „Siostro, jak Siostra to robi, przecież ona ma robaki na twarzy?” „Biorę pęsetę, wyciągam, wkładam do papierka, a potem wyrzucam”. Stasi oczy robią się coraz większe ze zdziwienia: „Potrafi siostra?” „A co mam robić? Muszę to zrobić, bo kto to zrobi? Na chwałę Bogu” – odpowiada i idzie dalej.
Siostra niska, lekko pochylona idzie w kierunku kolejnego domu. Ludzie pozdrawiają ją serdecznie, ona sama odpowiada im uśmiechem i ciepłym słowem. Idzie do chorego, bo trzeba dotrzeć do kolejnych osób, tu w Zakliczynie tak wielu czeka na jej pomoc.
Taka była s. Otylia Sacha, która całe dnie spędzała w ofiarnej służbie chorym i potrzebującym w Zakliczynie i okolicy. Codziennie po dyżurze w Ośrodku Zdrowia, gdzie asystowała doktorowi Mroczkowskiemu, wyruszała do swoich podopiecznych. Robiła opatrunki, zastrzyki, karmiła… Mimo własnej choroby – gruźlicy płuc, której nabawiła się przed laty podczas posługi w szpitalu w Czortkowie, niestrudzenie niosła pomoc i dobre słowo każdemu, kogo napotkała na swej drodze. Nikomu nie odmówiła.
Pani Helena wspomina: sąsiad „mizerniał z dnia na dzień". Można określić, iż był to szkielet powleczony skórą. Kiedy leżał, robiły mu się odleżyny i ciało odpadało od kości na biodrach, robactwo toczyło rany. S. Otylia chodziła go pielęgnować. Pęsetą usuwała robaki, dawała zastrzyki, podawała lekarstwa, myła, smarowała maściami i pocieszała. Dzieci były, ale się brzydziły ojca w chorobie. Wkrótce zmarł, a tydzień później jego żona też cierpiała na raka; miała odciętą jedną pierś, rak był już z przerzutami i nie było ratunku. Nikt doprawdy nie zdobył się na takie poświęcenie, a s. Otylia z pokorą i poświęceniem, z duszą i sercem opiekowała się tymi ludźmi, była wspaniałą pielęgniarką ciała i duszy – i dodaje – S. Otylia promieniowała dobrocią, świętością. To druga Matka Teresa. To Anioł dobroci”.
S. Otylia pochodząca z Milówki pod Tarnowem z pomocą Matki Bożej wcześnie rozeznała swoje powołanie i już w wieku 16 lat wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Świętego Józefa we Lwowie. Początkowo pracowała w kancelarii szpitalnej, ale bardzo szybko podjęła posługę pielęgniarską, wykazując w tym wielką ofiarność i pomysłowość.
„Jako dziecko sporo chorowałam – opowiada pani Ewa – brałam dość dużo zastrzyków, więc Siostra była częsty gościem w naszym domu. Mimo bólu oczekiwałam na te wizyty, gdyż Siostra wnosiła ze sobą jakąś dobrą atmosferę. Była obdarzona niezwykłą wrażliwością. Robiąc zastrzyk starała się odwrócić uwagę chorego dziecka, zwracając jego wzrok np. na ptaka siedzącego za oknem. W ten sposób zmniejszała napięcie i ból związany z samym zabiegiem.
Była bardzo lubiana w Zakliczynie i ci, którzy ją znali, do dziś bardzo ciepło ją wspominają. Spotykając ją na ulicy, niektórzy zatrzymywali się chwilę, aby porozmawiać. Potrafiła słuchać, zainteresować się czyimiś problemami, a kiedy trzeba było – pocieszyć”.
„Cicha, spokojna, miła dla wszystkich, łagodna i życzliwa dla cierpiących i potrzebujących pomocy, spieszyła do każdego, kto potrzebował jej pomocy – dodaje p. Maria – Błogi uśmiech i radość towarzyszyły jej w życiu. Nigdy nie narzekała na zmęczenie i nie unosiła się gniewem, była zadowolona z życia i z tego, że może innym pomagać. Jej serce było otwarte dla wszystkich. Wszyscy wyrażali się pod jej adresem jak najlepiej. Nazywano ją Aniołem dobroci w ludzkim ciele”.
Zadziwiała swą wewnętrzną siłą przy tak niewielkich silach fizycznych. Wszyscy świadkowie jej życia jednogłośnie stwierdzają, że siły czerpała z głębokiej długiej modlitwy przez Panem. Sam Jezus przemawiał do jej serca, zachęcając do posługi miłości: „Uczynię cię matką wielu dusz tu na ziemi i w wieczności. Chwałą twoją będą one”.
To właśnie z rozkochania w Bogu, przeniknięcia przez Jego miłość, w sercu zrodziło się wielkie pragnienie służby i miłość ku najbardziej potrzebującym. To stąd czerpała siły do niezmordowanej pracy wśród ludności Przemyśla, Zakliczyna, Ostrowca Świętokrzyskiego, Krakowa, Tarnowa. To z jej głębokiej modlitwy, przenikniętej i przemienionej mocą Ducha Świętego, wypływało zaparcie się siebie i całkowite poświecenie dla dobra bliźnich. Jak św. Zygmunt Gorazdowski – założyciel Sióstr Świętego Józefa – potrafiła odnajdywać zagubionych, odłączonych od Kościoła; życzliwością, dobrym słowem i cichą prostą pracą przyprowadzała ich do Boga. Najbardziej opornych niosła w modlitwie, dołączając codzienne cierpienia i składając Panu ofiary, wszystko po to, by – jak mówiła – wypraszać łaski dla „grzeszników, którzy idą ku wiecznej zgubie”, „dla dobra dusz, bo bardzo ich kochałam, pragnęłam ich zbawienia”.
S. Otylia w głębinach swej duszy słyszała słowa Pana Jezusa i odpowiadała na Jego głos. Siostra starała się spisywać ten swoisty dialog miłości w swoim notesie. Jezus coraz pełniej wprowadzał s. Otylię w tajemnice swego Serca: „Córko moja, pragnę przelać nadmiar mej miłości w ciebie, żyć w tobie. Serce moje zostawiam ci, kochaj Mnie w Nim”. Przekazał jej orędzie miłości swego Boskiego Serca: „Córko moja, wołam przez ciebie do nich wszystkich, do tych gorliwych i oziębłych, do całego świata, niech się zwrócą ku Mnie, w Sercu moim znajdą wszelkie lekarstwa na choroby, które dręczą cały dzisiejszy świat”.
S. Otylia zmarła w Tarnowie przed 30 laty, ale pamięć o niej wciąż pozostała żywa w wielu sercach. Dziś wielu z ufnością zwraca się do niej, wierząc, że tak, jak pomagała, będąc tu na ziemi, tak pomaga i teraz, będąc już blisko Boga.
Informacje o łaskach otrzymanych za wstawiennictwem s. M. Otylii Sacha CSSJ prosimy przesyłać: Zgromadzenie Sióstr Świętego, ul. Moniuszki 8, 31-518 Kraków, tel.: 12/411-46-28, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., fb: Siostry Józefitki.
s. Karmela Pasieczna cssj


